"The longer I live, the more I realize the impact of attitude on life. Attitude is more important than facts. It is more important than the past, than education, than money, than circumstances, than failures, than successes, than what other people think or say or do. It is more important than appearance, giftedness, or skill. It will make or break a company... a church... a home. The remarkable think is we have a choice every day regarding the attitude we will embrace for that day. We cannot change our past... we cannot change the fact that people will act in a certain way. We cannot change the inevitable. The only thing we can do is play on the one string we have, and that is our attitude. I am convinced that life is 10% what happens to me and 90% how I react to it. And so it is with you... we are in charge of our attitudes." (from 'Attitude' by Charles Swindoll)

wtorek, 15 listopada 2011

Nie do wiary że już jest połowa listopada! No ale jak się pracuje od świtu do nocy to nic dziwnego że czas ucieka nie wiadomo gdzie. Od miesiąca jestem na “urazówce”. Zazwyczaj o tej porze sezon na urazy już się ma ku końcowi… ale w tym roku długo pogoda dopisuje, tak więc pacjentów nam nie brakuje. I dobrze i źle!!! Dobrze bo im więcej pacjentów, tym więcej się nauczę… źle, bo szkoda ludzisk z połamanymi nogami od wybryków motocyklowych, ranami postrzałowymi czy urazami głowy po wypadku samochodowym. Dni są zabójczo długie! Zdecydowanie za wiele pracy dla dwóch stażystów! W zależności od cenzusu pacjentów, który dzisiaj liczył 40 pacjentów, Chris i ja zazwyczaj spędzamy w szpitalu 13-16 godzin dziennie… sześć dni w tygodniu. No chyba że zdarzy się złoty weekend (golden weekend).

Do tej pory od pierwszego lipca, kiedy zaczęłam mój staż miałam 4 złote weekendy! Większość osób pewnie nie podziela mojego entuzjazmu… ale proszę mi wierzyć że jak się pracuje 6 dni w tygodniu, to jak się zdarzą dwa dni wolnego w kupie, to gratka nie z tej ziemi! No więc jak już mam ten mój zasłużony “długi” weekend to wykorzystujemy ten czas z Mikiem na maxa! A że pogoda dopisuje to… wsiadamy na motor i przed siebie!

Większość moich znajomych z pracy kręci głowami że jak to możliwe że jak szyję rany tylu nieszczęśników na co dzień, mam jeszcze odwagę wsiąść na motor. A ja na to… jak na lato! Prawda jest taka że może człowiekowi spaść cegła na łeb w drewnianym kościele; więc jak już coś się ma stać to lepiej korzystać z życia.

Wybraliśmy się ostatniego weekendu w góry (Blue Ridge Mountains) aby podziwiać jesienne kolory z autostrady biegnącej szczytem pasma górskiego (Skyline Drive). I jak widać barwy są przepiekne… A Niebieskie Góry są niebieskie nawet złotą jesienią!
-----------------------------------------------

I can’t believe it’s already mid-November. But if one works from dawn till the darkness spills over the world, it’s easy to loose track of time. For almost a month now, I’ve been working in trauma and emergency surgery department. Usually “trauma season” is winding down this late in the year. But this year the warm weather is holding up really long, so we can’t complain of shortage of patients. That’s both good and bad! Good, because the more patients I have, the more opportunities I’m going to have to learn! Bad, because I feel sorry for all these folks with broken legs after motorcycle crashes, gun shot wounds or head injuries after car accidents. The days are ridiculously long. Way too much work for two interns. Depending on our patient census (today for example we had 40 folks on our ward), Chris and I usually spent 13-16 hours per day in the hospital…six days a week; “golden weekends” being the only exception.

So far since I started my internship on July 1st, I’ve had 4 golden weekends! Most people can’t understand my excitement, but believe me, if one works 6 days a week every week, when a “long” (real) weekend comes along, it’s a reason to celebrate! When I finally get two days off in a row, Mike and I take advantate of every single moment! And since the weather has been great this season we get onto his Harley and… off we go!

Most of my coworkers can’t believe that after I fix unlucky bikers every single day at work, I still feel like taking a risk and getting onto a motorcycle. But I’m a total believer that if something is meant, a brick can kill me in a wooden barn! That’s being said, I’d rather have some fun!

And so, last weekend we went into the mountains (Blue Ridge Mountains) to admire the Fall from the Skyline Drive. And as you can see the colors are awesome and… Blue Mountains are blue even with all the Fall colors around!



5 komentarzy:

Aurora pisze...

Wow! Podziwiam!
Niesamowicie cieszy mnie Twój entuzjazm!

Drobiazgi domowe pisze...

Ładne widoki.
Życzę powodzenia w pracy.

Troszkę się tu u Ciebie porozglądam :)

Pozdrawiam

Ada

JoM pisze...

Też myślę że nie ma co się stresować, życie jest za krótkie, gdy ma się wolną chwile trzeba z niej skorzystać. Super widoki i śliczny motocykl, na pewno spodobałby się mojemu chłopakowi, kocha takie motocykle.
pozdrawiam i życzę wiecej wolnego czasu:)

thern pisze...

za każdym razem jak widze zdjecia z motoru, to jestem pod wrażeniem, ze tak Ci się to podoba! Simonluca byłby zachwycowny!:)

Anonimowy pisze...

Jestes niesamowita osoba! Studiuje sobie biologie i "pre-med" w NY, pod koniec tego roku bede aplikowac do medical schools i musze przyznac ze Ci strasznie zazdroszcze ze masz to juz z soba :) Twoj blog zawsze potrafi poprawic mi humor i zmotywowac mnie do dzialania. Dzieki i powodzenia! ;)