"The longer I live, the more I realize the impact of attitude on life. Attitude is more important than facts. It is more important than the past, than education, than money, than circumstances, than failures, than successes, than what other people think or say or do. It is more important than appearance, giftedness, or skill. It will make or break a company... a church... a home. The remarkable think is we have a choice every day regarding the attitude we will embrace for that day. We cannot change our past... we cannot change the fact that people will act in a certain way. We cannot change the inevitable. The only thing we can do is play on the one string we have, and that is our attitude. I am convinced that life is 10% what happens to me and 90% how I react to it. And so it is with you... we are in charge of our attitudes." (from 'Attitude' by Charles Swindoll)

niedziela, 13 stycznia 2008

Więcej o Ekwadorze…

Mieliśmy już pierwsze spotkanie w sprawie wyjazdu na misje do Ekwadoru. Teraz wszystko wydaje się bardziej realne i jakby nie patrzeć zostało mniej niż dwa miesiące. W tym czasie muszę iść do przychodni studenkiej na wizyte z tzw. Travel Nurse na ‚counseling‘ w sprawie wyjazdu, wziąć wymagane szczepienia (choć całkiem możliwe że do Ekwadoru nie trzeba żadnych) i prawdopodobnie zacząć zażywać lekarstwa zpobiegawcze przeciwko malarii.

Na naszej liście rzeczy do zabrania na pierwszym miejscu powinna być cała masa środków owadobójczych, moskitera turystyczna…i taśma Duct Tape żeby te moskitere przyklei do podłogi, ścian i czego tylko się da!

Oprócz tego na spotkaniu dowiedziałam się kilku interesujących rzeczy…że walutą w Ekwadorze jest dolar amerykański – przynajmniej jeden problem z głowy – jak weźmiemy około $100 w banknotach 1-dolarowych to powinno być więcj niż wystarczająco. Oprócz tego żeby wydostać się z Ekwadoru, to trzeba zapłacić tzw. Exit Tax, który wynosi około $40, ale jak się zapłaci $50 to wyjdzie się szybciej i ‚bez problemów‘.

Moim postanowieniem na kolejne dwa miesiące jest zaopatrzenie się w jakiś podstawowy kurs hiszpańskiego na CD i nauczyć się przynajmniej jakiś prostych wyrażeń i przypomnieć sobie te kilka które kiedyś dawno temu znałam.

Wszyscy wiemy jaka orgraniczona jest znajomość geografii świata w przypadku przeciętnego Amerykanina…i źe geografia w Polsce jest uczona na dosyć przyzwoitym poziomie. Zawsze miałam piątki z geografii, ale albo upływający czas zrobił swoje, albo stopniowo wtapiam się w tutejszą populację, bo czytając sobie na internecie różnego rodzaju ciekawostki o Ekwadorze, dowiedziałam się że Wyspy Galapagos są w Ekwadorze…a nie jak byłam przekonana, blisko Afryki Południowej. Jedyne co mam na swoje wytłumaczenie to fakt, że jakoś mało prawdopodobne wydawało mi się źe Darwin w XIX wieku podróżował aź do Ameryki Południowej źeby napisać swoją teorię ewolucji…Afryka wydawała się bardziej logiczna.

1 komentarz:

thernity pisze...

no, gdyby nie blog to bym nie wiedziala co u Ciebie;-)
Fajnie z tym Ekwadorem:)!!!