
Nie wiem co mój mąż sobie wyobrażał, bo nawet tryskając zdrowiem i w pełni sił nie byłabym w stanie zjeść połowy tej porji, a co tu dopiero z bolącym gardłem i zapchanymi zatokami. No ale trzeba przyznać że chłopak się postarał.
Zasypało nas nieco w ten weekend.
W lodówce nic nie było, bo dopiero w sobote planowaliśmy zrobić zakupy. Wieczorem więc wybraliśmy się do Subway’a na kanapki i po zakupy spożywcze. Kanapki okazały się najdroższe na świecie – $150!!! A wszystko przez to że nie odśnieżyli dróg i przez jakiegoś idiotę co jechał środkiem z przeciwka. Skoro on nie ustępował, to my zjechaliśmy troszkę i zwolniliśmy tak że samochód tylko się toczył. No i tak się złożyło, że w tym miejscu gdzie zwolniliśmy była ogromna koleina i ni stąd ni zowąd wciągnęła nas ona prosto do rowu! W sumie tkwiliśmy tam prawie godzinę, a jak nas w końcu wyciągnęli to kosztowało nas to $125. Dobrze że Mike kierował, bo gdybym ja siedziała za kółkiem, to chyba wysłuchiwałabym na ten temat do końca życia ☺.
2 komentarze:
To widze, ze prawie kazdy mial tydzien/weekend pelen zakreconych przygod...
Dobrze, ze Wam sie nic nie stalo i wyszliscie z tego rowu bez szwanku.
A Tobie zdroofka zycze i wykuruj sie porzadnie co by Cie nastepnym razem latwo wirusy/bakterie nie dopadly!
Gorace pozdrowionka!
ależ wypas śniadanie! No, tosty jak dla mnie to troche za mocno przypalone, ale zjadłabym ze smakiem gdyby dostała pod nos:)
Prześlij komentarz