"The longer I live, the more I realize the impact of attitude on life. Attitude is more important than facts. It is more important than the past, than education, than money, than circumstances, than failures, than successes, than what other people think or say or do. It is more important than appearance, giftedness, or skill. It will make or break a company... a church... a home. The remarkable think is we have a choice every day regarding the attitude we will embrace for that day. We cannot change our past... we cannot change the fact that people will act in a certain way. We cannot change the inevitable. The only thing we can do is play on the one string we have, and that is our attitude. I am convinced that life is 10% what happens to me and 90% how I react to it. And so it is with you... we are in charge of our attitudes." (from 'Attitude' by Charles Swindoll)

sobota, 6 stycznia 2007

Noworocznie, nie koniecznie wesoło...

Nowy Rok zaczął się od wyjazdu do Kanady. Byliśmy tam już 30 grunia, i Nowy Rok witaliśmy ‘na zimowo’, tak jak chcieliśmy. Było dużo śniegu, ludzi i przede wszystkim biało i zimno. Quebec jest fantastyczny i absolutnie nas urzekł i onieśmielił zarazem swoim pięknem, niezliczonymi jeziorami, pustą przestrzenią, brakiem cywilizacji...i po prostu naturalnością. Cudownie było oderwać się na kilka dni od cywilizacji i pożyć przez telewizji, internetu, gazet. Szlaki narciarskie były absolutnie niesamowite, choć szczególnie na początku wymagały od nas ogromnej odwagi...i w końcu zdecydowaliśmy się z Mikiem na kupno własnego sprzętu. Jakoś powoli skompletujemy do następnego roku, i na pewno wrócimy do Quebecu. I właśnie kiedy rozmawialiśmy, że to były nasze najlepsze wspólne wakacje...

...trzeba je było odrobinę skrócić. Po tym jak usłyszeliśmy że Russia jest bardzo chora spakowaliśmy się w błyskawicznym tempie i wskoczyliśmy do samochodu. Jechaliśmy całą noc i kiedy po 30 godzinach niespania dojechaliśmy do Virginii, serce nam się krajało jak zobaczyliśmy słabiutką Russie merdającą ogonkiem na nasz widok. Nie mogła chodzić o własnych siłach. Pojechaliśmy prosto do lekarza. Badania krwi wykazały że jej nerki poddały się, prawdopodobnie zanim wyjechaliśmy na wakacje, a Russia była tak silna że nie dała po sobie znać. To że jeszcze żyła było wbrew wszystkim prawom natury i wynikom badań. Chyba tylko tęsknota i chęć zobaczenia nas trzymała ją przy życiu. Postanowiliśmy że wystarczająco już cierpiała czekając na nasz powrót i została uśpiona 5 stycznia, 2007 o 14:45 w wieku prawie 8 lat.

Trudno pozbierać się po jej stracie. W domu jeszcze unosi się jej zapach, wszędzie fruwa jej sierść, po kątach pororzucane zabawki – zdecydowanie za dużo tych zabawek, ale tak to już bywa jak się nie ma dzieci. Zapasy karmy wystarczyłyby jeszcze na przynajmniej kilka tygodni. Nasze łóżko nagle wydaje się za duże dla nas dwojga, choć tyle razy przepędzaliśmy Russie z jednej strony na drugą. Jej pse łóżko u podnóża naszego świeci pustkami, ale jakoś za wcześnie żeby się go pozbyć...i żadne z nas nie potrafi go wyrzucić. U nas w domu jeszcze świątecznie, choinka wciąż stoi, a na niej mnóstwo bombek, a wśród nich ta jedna – najpiękniejsza: z odciskiem Russinej lapki! Obok skarpet z naszymi imionami wisi również i psia...

Absolutnie nie byliśmy na to przygotowani. Gdybyśmy byli tutaj i widzieli ją odchodzącą z dnia na dzień to byśmy lepiej to wszystko przyjęli. A tak mieliśmy tylko 2 godziny na pożegnanie z naszym najlepszym przyjacielem na świecie. Dobrze ze już nie cierpi i że w ‘psim raju’ gdzie teraz jest nie czuje juz bólu. [*] [*] [*]

Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że w tym moim błogu jak narazie więcej smutnych wpisów niż wesołych. Tak więc, jako że nie zrobiłam jeszcze żadnego postanowienia noworocznego, to spróbuję żeby w tym roku moje błogowanie było nie tylko częstsze, ale i weselsze.



Brak komentarzy: